archiwum

2006
lipiec
kwiecień
luty

2005
grudzień


galerie
ArkhamsAss
Hellraiser Stuff
Warhol


Buried
Friday the 13th
Friday the 13th
Wszystko o Jasonie i jego wcieleniach.
Hellraiser
Masters of Horror
Masters of Horror
Serwis o niezbyt udanej serii godzinnych opowieści z dreszczykiem.
Terror Trap
Terror Trap
Horror i Thriller od 1925 do 1987 roku.
Tortured Souls
Tortured Souls
Clive Barker i jego chory umysł.
Undead

Alan Moore
Alan Moore
Geniusz komiksu.
Twórca V for Vendetta, The League of Extraordinary Gentlemen oraz
Watchmen i wielu innych.
Buzz
Buzz
Najnowsze wieści z rynku komiksowego.
Comic-Book-Resources
Comic-Book-Resources
Serwis o komiksach. Dużo wywiadów z najpopularniejszymi twórcami komiksu -
Ambitnego i czysto komercyjnego.
Comics Continuum
Comics Continuum
Głównie komiks, ale jest także miejsce na seriale tv i filmy animowane.
ComixFan
ComixFan
Forum miłośników komiksu.
Recenzje, zapowiedzi i ploty.
Dark Horse
Diamond
Diamond
Spis komiksów jakie mają się ukazać, co środę, na rynku amerykańskim.
Frank Miller
Frank Miller
Kolejny wizjoner komiksu.
Stworzył Sin City.
100 Bullets.
Nadał nowy rys historiom o Batmianie.
Maczał palce w komiksowym Robocopie, Daredevilu.
Image
Mike Carey
Newsarama
Spider - Man
Vertigo
Vertigo
Ambitniejsza część DC.
X - Men
X - Men
Skarbnica wiedzy o mutantach ze stajni Marvela.

Be Your Own Pet
Beastie Boys
Deftones
DJ Shadow
Freedom !!!
H-D-P
Kerrang!
Rolling Stone Magazine
Smashing Pumpkins

C.S.I
C.S.I
Detektywistyczna uciecha na niezłym poziomie.
Lost
My Name Is Earl
My Name Is Earl
Jason Lee w najlepszym wydaniu.
Six Feet Under
Touching Evil
Touching Evil
Genialne wcielenie Jeffrey'a Donovana
Tv Shows
Tv Shows
Cała wiedza dostępna na temat seriali telewizyjnych pojawiających się w USA.

       
   
   
2006-07-08 01:53:17 >> Were speaking the same language,but you dont understand a word Im saying.
Głowa wiruję, ale wolę myśleć, że jednak fizyka tego świata płata mi zwykłego figla.

Targają mną doświadczenia życia. W jednym ułamku sekundy przypominam sobie...jak dawno temu złamałem tą śmieszną gałąź...i zapominam. Dziwacznie się ubierał ten łysy Pan sprzedający codziennie marchewkę...i zapominam. Przyjaźń, miłość, zdrada...i zapominam. Myślałem, że taki zabieg będzie co najmniej przeżyciem nie godnym wspomnień, poczuję swędzenie i refleksyjny moment minie. Tak chyba jest...sam wybieram rodzaj terapi, więc dlaczego ma być nieprzyjemnie ?

Podczas całej tej sytuacji, nieświadomie, mruczę sobie pod nosem melodię...kiedyś zapomnianą z wiekiem. Coś z lat 60, może 70...to na pewno rzecz, którą przez lata zdąrzyłem znienawidzieć. Teraz mnie nęka po wieki.

Kto by przypuszczał, że ten dzień będzie różnił się od innych. Sytuacja miała wyglądać wręcz komicznie...z dala od jakiejkolwiek logiki oraz pewnych rzeczywistych rozmyślań. Zawsze miałem problemy z rozwiązywaniem zagadek. Nigdy nie przykładałem do nich większej wagi. Dezorientacja, sztuczna obojętność i można przystępować do kojejnych odkryć.

Pobieżnie podróżować między czynnikami i badać tylko powłokę. Nie zastanawiać się nad konsekwencjami. Nad reakcjami. Jedyna słuszna forma...

Kiedy do czegoś dochodzimy...wtedy tylko można się zatrzymać i naprawdę rozmyślać nad wyborami, obraniem kolejnej szczeliny podróży. Bełkot o podtekście...nie wiem - totalne lekceważenie reguł panujących w tym miejscu.

Mógłbym podziękować Bogu za te decyzje, ale już tak dawno nie wierzę...
   skomentuj(0)





2006-04-11 00:36:22 >> Advanced delusionary schizophrenia with involuntary narcissistic rage.
Dla niej zostałbym komunistą - pomyślałem odwracają się za migającym aniołem. Nic takiego. Brnę dalej. Podczas wędrówki naszły mnie różne myśli. Nie jest wskazane by człowiek dążąc do czegoś, nie myślał nad tym czymś. Słowa same chyba złożyły się na zdanie i nie mogłem uwierzyć, że tak bardzo szybko je stworzyłem. Myślami zawędrowałem na łąkę, widzę wierzbę, za wierzbą las. Znalazłem chyba miejsce, gdzie mógłbym pożegnać się ze wszystkim.

Ze wszystkimi...

Nie wiem czy to możliwe, czy jest to wykonalne. Bardzo tego chcę...nie mieć żadnych powiązań. Być materią jedyną, niewykrywalną przez inne. Pewnie gdzieś, w takim rozważaniu, kryje się egoistyczna cząstka. I cóż z tego. Nie interesuje mnie to, nie chcę o tym wspominać. Zagłębianie się w zakazane odmiany abstrakcji nigdy nie było moją mocną stroną.

Zawędrowałem chyba za daleko, bo okolica jakaś okropnie nieznajoma. Trochę w prawo, trochę w lewo. Nic tylko ciemność i brak dusz. Czasami mam wrażenie, że ciągłe biadolenie w głowie doprowadzi mnie do nieuchronnego końca. Tak po prostu. Zastanawiam się chwilkę. Dostrzegam, że coś mi umknęło, coś czego już nigdy nie odzyskam.

Eureka !. Już wiem, ale z drugiej strony chcę o tym szybko zapomnieć. Zawsze gdy widzę Twój wspaniały kolor...od razu sobie przypominam. Dzikość serca chyba. Najtrudniejsze jest ciągłe zapominanie i ciągłe przypominanie. Jest w tym jakaś kwintesencja bólu. Pewne rzeczy nie zmienią się nigdy. Istota trafnych spostrzeżeń w miejscach do tego nie przygotowanych...Cudowna piątka za głupotę.

Z drugiej jednak strony...

O czym to Ja myślałem ?

Taak. Dla niej zdecydowanie zostałbym komunistą...
   skomentuj(2)





2006-02-15 12:59:59 >> 10:36 Prolog...
Ile Ja już tutaj siedzę...Kilkanaście minut ? Czyli jest taka ewentualność, że zasiedziałem się myśląc o wyjątkowo przyjemnych rzeczach. Wydaję mi się też, że już dawno nie przeznaczyłem tyle mojego wolnego czasu na krzesełkowe rozmyślania. Możliwe, że aura tego miejsca tak mnie zahipnozowała, że jednym, mądrym posunięciem zainfekowała mnie swoją obecnością...ciekawa i rozsądna dedukcja.

Wróciłem już do normlanej rzeczywistości i postanowiłem szybko opuścić budynek z krzesłem, by już nie być nim kompletnie zaintrygowany. Cisza należy mi się za tak trafną decyzję. Decyzję trudną, ale jednocześnie satysfakcjonującą. Przyspieszając kroku doszedłem do małej kawiarenki, których wiele jest na jednej ulicy, by się rokoszować zmianą scenerii, która była rozsądną, magiczną drogą po poprzednim wydarzeniu.

Muszę przyznać, że duszę sprzedałbym dla tego wystroju i klimatu jakim emanuje ta niepozorna kawiarenka. Nikogo nie ma - oprócz jednej osoby. Jest tylko starszy Pan siedzący na wielkim , przyozdabianym w dziwaczne husty fotelu. Czyta książkę. Nagle. Spoglądając na mnie wypowiada kilka słów...lekceważąc literaturę sciśniętą w dłoni. Moja cała uwaga skoncentrowała się na owych sentencjach - niestety nie mogłem wyłapać jakichkolwiek zdań w moim języku.

Pięknie - pomyślałem. Obcy dialekt w takim miejscu.

Prędko znalazłem się przed drzwiami kawiarenki. Te same drzwi, które minąłem dosłownie pół minuty wcześniej. Niezdarnie moje ciało cofa się zbyt szybko do tyłu...czuję, że jedyną reakcją może być tylko krzyk. Jejku. Uderzenie betonu ulicy w moje plecy zdecydowanie mogą uznać za bolesne przeżycie...poleżę tak do momentu, kiedy plecy zaczną odczuwać ulgę. Swobodę. Karkołomne zadanie. Długie i męczące. Sen przychodzi w mgnieniu oka.

Stan-o-wcz-o za...szzzzyyybbkoo...
   skomentuj(2)





2005-12-24 01:03:55 >> 10:37
Koniec nocy. Przeciągam się, strasznie bolą mnie plecy, serce też zakuło - przydałoby się znaleźć jakieś ruchliwe zajęcia na okres, powiedzmy, pół roku ?. Pomyślę o tym później...zdecydowanie później.

Wiadomości telewizyjne już rozbrzmiewają w mojej głowie i chcę ogarnąć to wszystko w ułamku sekundy...sekunda szybko upływa, nadal jestem strasznie skołowany. To dzisiejsze wiadomości ? niemożliwe(jednak). Czas zakończyć poznawanie różności. Może coś na ząb...blee...brak ochoty na to...także. Ale herbata i czekoladka (z wisienką w środku) zmieni to.

Miałem sen, ale w szczegółach go nie pamiętam. Staram się zamknąć mocno oczy, tak naprawdę mocno, by obraz snu ukazał się, wszystko to na nic, wizja jest zamazana, niewidoczna, ale było mi dobrze, swoboda dominowała...boski znak i pozytywna samoocena, mogę podbić świat.

Zaczynam od najprostszych rzeczy, chcę by to było jasne, zaczynam podróż, która może się nie skończyć. Będzie trwać cały czas. Bez końca. Bez zaznaczonego początku. Wszystko tu i teraz. Poznaję coś nowego, nieznana przestrzeń...ogarnia mnie i poddaję się temu...o tak bardzo mi dobrze.

Granica jest dla mnie niczym, śmieję się jej w twarz, jestem nieskończony, poprostu dominuję. Wszelkie obawy, lęki - mijają. Tak nagle. Zaczynam rozumieć. To o to chodzi ? Naprawdę ?

Sądzę, że będzie ok...

Arizona.Dreeeaaaammmm.
   skomentuj(3)





2005-12-01 13:01:28 >> VIVA LA REVOLUTION !!!
Viva La Revolution !!!

Dużo rzeczy się skończyło...

Viva La Revolution !!! Słyszę jak ktoś za oknem krzyczy...czy może tylko Ja to słyszę. Szybko wyglądam...Jest...mały chłopak z drewnianym kijem. Krzyczy, Viva La Revolution !!!

Wcale mu się nie dziwię, że tak bardzo chce rozpocząć swoją rewoulcję...

Pełno kup w piaskownicy...już nie można ulepić babki...za każdym razem kiedy szpachelka wbija się w piasek...czeka niespodzianka od psa sąsiadki...krzaki...piękne kwitnące krzaki są już od dawna wycięte i zastąpione drewnianym ogrodzeniem...można zapomnieć o zabawie w "chowanego"...Kolorowe chuśtawki zostały naprawione...już nie ma tego unikalnego uczucia strachu, że zaraz można wpaść do swojego mieszkania z metalowa częścią w głowie, miednicy i uchu...było boisko, jest trawa i pełno kup psa tej drugiej sąsiadki.

Chłopak krzyczy...wrzeszczy...podchodzi do niego starsza pani...pewnie Matka...pac!...patyk, narzędzie rewolucji, spada na ziemię...marzenie upadło...zostało zdławione w zarodku...ale może kiedyś, ktoś inny...

Viva La Revolution !!!
   skomentuj(2)